NIE…

I tu mógłbym zakończyć artykuł, ale mam wenę, więc napiszę dalej.

Przygotowania na Islandię kojarzą się zazwyczaj z przygotowaniami do wyjazdu nad morze Janusza i Grażyny w latach ‘90. Maluch musiał być wypchany po brzegi puszkami i konserwami, a kanapki z pasztetem i kabanosy były skrupulatnie wyliczone, żeby starczyły chociaż na tydzień pobytu. Obecnie nikt z nas nie ma malucha, a co ważniejsze, na Islandię nie da się dojechać autem. Kolejnym problemem jest fakt, że istnieje oficjalny zakaz wwożenia kabanosów na teren Islandii :).

Obecnie środkiem transportu (zamiast malucha) jest tania linia lotnicza, a bagażnikiem jest dodatkowo, płatny bagaż, który kosztuje ok. 200 zł w jedną stronę. To często tyle co bilet. No dobra, ale przecież na Islandii jest tak drogo, że pewnie opłaca się kupić kilka takich bagaży nawet na 5-6 dni pobytu. Właśnie z takim założeniem jechaliśmy pierwszy raz na Islandię. Torba jedzenia zapakowana była po brzegi, przecież świadomość cen na miejscu zwalała z nóg, trzeba było wykombinować coś co pozwoliłoby nam przeżyć kilka dni w tym bardzo drogim kraju. W konsekwencji decyzji zabrania torby z jedzeniem musieliśmy dopłacić 200 zł za bagaż rejestrowany, znaleźć starą torbę, którą postanowiliśmy wyrzucić na miejscu, aby nie płacić kolejnych 200 zł za bagaż w locie powrotnym. Także ostatecznie zapłaciliśmy 200 zł, straciliśmy torbę i… zostawiliśmy na miejscu sporo jedzenia z Polski. Wszystko przez BONUS – sklep z logiem różowej świnki :).

Polscy podróżnicy pierwszy raz na Islandii – konserwa z golonką wieprzową 🙂

Campingowy lifestyle

Bonus

Dla turysty podróżującego po Islandii jest tym, czym dla studenta biedronka pod blokiem. Islandzki dyskont rzeczywiście często ratuje w potrzebie głodu, zapewniając tanie produkty.

Zakładając lekko campingowy styl życia, w którym będziemy jeść, to co mogliśmy przywieźć z Polski, czyli zupki chińskie, makarony, konserwy, pasztety i chleb ceny są nieznacznie wyższe niż w Polsce, także bez bólu portfela można kupować i próbować nowych, lokalnych produktów, a nie tych kojarzonych z wyjazdami nad morze z rodzicami na początku lat ‘90. Oczywiście w innych sklepach jest trochę drożej (tani jest jeszcze Kronan i Netto), ale czy jest w tym coś złego że kupujemy w najtańszych sklepach? Przecież w Polsce też kupujemy raczej w Lidlu i wspomnianej Biedronce niż w Piotrze i Pawle. Dodatkowo Bonus oferuje dla klientów darmową kawę i Pringles’y tańsze niż u nas. Paczka kosztuje 6-7 zł. Po powrocie, każdy jest wdzięczny Bonusowi za przyzwoite ceny oraz możliwość oszczędzenia starej torby, której groziło wyrzucenie.

Test darmowej kawy w Bonusie

Jedzenie na mieście

A co jeśli będziemy chcieli zaszaleć i zjeść coś zdrowszego niż konserwy? Czy stać nas na jedzenie w restauracjach na Islandii?

Na Islandii za danie obiadowe trzeba zapłacić co najmniej 100 zł, za zupę 60-80 zł, a za hot-doga 15 zł. Ciężko jednoznacznie ocenić czy to dużo, czy nie. Moim zdaniem zależy co dokładnie kupujemy za te kwoty. Pizza za 100 zł to kosmicznie droga pizza. Świeże mięso z renifera albo dopiero co złowiona ryba, cudownie przyrządzona i podana w lokalnym klimacie, w tej cenie to akceptowalna fanaberia. Ryba nad polskim morzem kosztuje ok. 50 zł, a renifera można dostać w bardzo niewielu miejscach na świecie. To samo dotyczy zupy z homara, która smakuje wyśmienicie i jest lokalnym przysmakiem. Szczególnie polecam w Hofn Otto Matur i Drykkur (jeszcze mi nie płacą za reklamę, więc szczerze). Hot doga można zjeść na Orlenie tuż po powrocie do Polski, więc te 15 zł to rzeczywiście dużo :). A tak na poważnie to hot dog na Islandii smakuje zupełnie inaczej niż ten, który znamy w Polsce. Warto pamiętać, że podróżowanie to odkrywanie (w tym kontekście smakowe), więc czasem warto przepłacić, a właściwie zapłacić za doznanie smaku renifera lub zupy z homara, którego wcześniej nie miało się okazji spróbować. Oczywiście polecam zachowanie rozsądku i nie neguję campingowego stylu podróżowania.

Świetną alternatywą dla ciągłego jedzenia w drogich islandzkich knajpach jest jedzenie liofilizowane zakupione w Polsce, które kosztuje ok. 30 zł za danie obiadowe. Dodatkowo na wielu Islandzkich campingach jest tradycja zostawiania jedzenia dla innych,  którego się nie potrzebuje. Wygląda to jak “szwedzki stół”, na którym każdy znajdzie coś dla siebie. Dzieje się tak, ponieważ każdy zestresowany cenami na Islandii turysta zabiera ze sobą za dużo swojego jedzenia. Możliwe, że po przeczytaniu tego artykułu możliwość znalezienia darmowych rarytasów na kempingu skończy się na zawsze :).

Ryba w restauracji Kaffivagninn w Reykiaviku

Zupa z Homara w Hofn w restauracji Otto Matur i Drykkur 

Napoje wyskokowe

W odróżnieniu od cen jedzenia w Bonusie, ceny napojów wyskokowych są rzeczywiście dużo wyższe niż w Polsce. Aby uniknąć przepłacania za alkohol polecam zaopatrzenie się w niezbędne trunki na strefie bezcłowej, na lotnisku w Polsce. Alkohol na Islandii jest drogi i trudno dostępny, głównie ze względu na prohibicję. Piwa w sklepie kosztują ok. 8-10zł. Wino od 50 zł w górę, a wódka ponad 120 zł za pół litra. Dodatkowe utrudnienie to fakt, że alkohol jest dostępny tylko w rządowych sklepach o nazwie Vinbudin otwartych tylko przez kilka godzin w ciągu dnia. Vinbudin – oficjalna strona, w której są podane godziny otwarcia wszystkich sklepów z alkoholem na Islandii. Sklep jest totalnie oderwany od europejskich realiów, jest w nim mały wybór. Wchodząc do sklepu można poczuć się jak w sklepie z czasów PRLu, z wybrakowanymi, opustoszałym półkami. Dodatkową zabawną rzeczą jest fakt, że w Vinbudin przodują polskie produkty.

Dobra strategia planowania wyjazdu może jednak wyeliminować potrzebę kupowania alkoholu na miejscu. Ceny są wysokie, jednak warto spróbować “lokalnych przysmaków”. Z drugiej strony patrząc są to idealnie przełożone koszta, jakie ponosimy za napoje wyskokowe, co piątek i sobotę w polskich barach. Uważam, że fajniej jest spróbować kosztującego 10 zł Vikinga (islandzkie piwo dla prawdziwych piratów), trudno dostępnego w innych regionach świata niż wypić kolejne, zwykłe piwo w polskim pubie za tą samą cenę. Nadal uważasz, że to zaporowa cena?

Weekendowa impreza po Islandzku

Podsumowanie

Islandia dla turysty spędzającego kilka dni na miejscu nie jest aż taka droga jak w naszych wyobrażeniach. Może przez nastawienie, że ceny będą wygórowane jesteśmy pozytywnie zaskoczeni faktem, że jednak stać nas na większość podstawowych produktów, które przydają się podczas tripa. Może to dlatego, że bazujemy na artykułach sprzed paru lat, które nie uwzględniają faktu, że w naszym kraju jest coraz drożej, przez co na miejscu wydaje nam się relatywnie taniej. Innym czynnikiem może być fakt, że o Islandii jako bardzo drogim kraju mówi się również w kontekście usług i cen nieruchomości. Jednak  warto pamiętać, że dla nas, turystów przyjeżdżających na kilka dni, nie ma to większego znaczenia.

Karol