Motocykle są pasją mojego męża od wielu lat. Od szkoły średniej miał jakiś „motor” (za to słowo z pewnością by mnie nie pochwalił). Pierwszym motocyklem, kupionym za własne, ciężko zapracowane pieniądze podczas prac polowych u wujka na wsi, była Jawa. Miałam to szczęście przejechać się nią z Babimostu do Zielonej Góry. Śmieszne, ale będąc laikiem w temacie motoryzacji, wybrałam się w podróż mając na sobie białe drewniaki, które mogłam z łatwością zgubić po drodze. Pierwsza wycieczka motocyklowa odbyła się przed naszym ślubem, więc mąż (wtedy mój chłopak) tylko wymownie spojrzał na moje obuwie… Słowna ocena mojego obuwia nastąpiła już w okresie po naszym ślubie ;). Przewiózł mnie, bo chciał mi zaimponować tą swoją maszyną, a wyglądał na niej jak współczesny rycerz na swoim metalowym rumaku ;).

Kolejnymi kobietami jego życia była Yamaha i Honda, którą posiada obecnie. Czasami jeździłam z nim na krótkie kilkugodzinne przejażdżki do Kotliny Kłodzkiej, nad jeziora lubuskie, Stawy Milickie, do Karpacza… Kiedy mąż zaproponował mi, zamiast spokojnych wakacji all inclusive, podróż motocyklem po Polsce od razu się zgodziłam, bo czułam, że będzie to wspaniała i wyjątkowa przygoda. Oczywiście znaleźli się tacy, którzy dziwili się nam, kiwali zniechęcająco głowami komentując: „tak niewygodnie”, „w waszym wieku”, „to takie męczące”, ale na całe szczęście ta nieliczna grupa osób nie zdołała zniechęcić nas do pomysłu odbycia podróży motorem! Najbliżsi, przyjaciele wspierali nas i życzyli pięknych wrażeń.

Nie wiem jeszcze, czy mogę powiedzieć, że podzielam pasję mojego męża, że zaraził mnie swoim hobby, ale wiem jedno, jazda na dwóch, szybkich kółkach z bliską mi osobą, zaczęła mi się podobać. Piękne widoki, zapach ziół, traw, lasów, szaleństwo w oczach ludzi przed 50 – tką, wiatr we włosach:), szum w uszach, to jest to! Prawdziwa, wielka wyprawa miała miejsce w 2016 roku, kiedy to wyruszyliśmy w pierwszą, dwutygodniową podróż po Polsce. Zaplanowałam trasę oraz noclegi, kupiłam na Motobazarze kurtkę i spodnie, a mąż przygotował motocykl i w drogę. O dziwo, spakowaliśmy się w jeden centralny kufer i tankbag. Zapakowanie rzeczy po noclegu trwało kilkanaście minut. Każda rzecz musiała mieć swoje określone, stałe miejsce. W Lublinie wysłaliśmy paczkę do naszych córek, ale nie była to paczka z prezentami, lecz z nadmiarem rzeczy, które zabraliśmy i z rzeczami nadającymi się do prania. Podróż rozpoczęliśmy od Wrocławia, pojechaliśmy do Bukowiny Tatrzańskiej, podziwialiśmy Pieniny aż dotarliśmy do Bieszczad. Zatrzymaliśmy się w wyjątkowym miejscu – Bieszczadzkiej Przystani Motocyklowej. Później odwiedziliśmy Lublin, Zamość, zahaczyliśmy o Mazury i Warmię, aż szczęśliwie dotarliśmy na Półwysep Helski.

Po odpoczynku nad morzem wyruszyliśmy w drogę powrotną do Wrocławia przez m.in. Gniezno, Opalenicę i Babimost odwiedzając po drodze rodzinę. Pierwszy raz od wielu lat naprawdę „poczuliśmy dziecięcą radość”! Zachwycałam się łanami zbóż, architekturą sakralną (co widać na naszym pierwszym filmie) oraz ludźmi. Podczas pierwszej podróży wspólnie z mężem zaczęliśmy planować kolejne. To wtedy postanowiliśmy, że następnym krajem, który odwiedzimy na motorze, będzie słoneczna Chorwacja. Do tej pory odwiedziliśmy na motorze Chorwację, Słowację, Czechy, Bośnię i Hercegowinę, Albanię, Czarnogórę, Macedonię, Serbię, Grecję i Węgry, a to dopiero początek :). Pamiętajcie, że ROBIĆ SWOJE można w każdym wieku.

mama Emilki